Wysłany: 20-01-2014, 00:18 Ocena EZT jeżdżących po polskich torach
Cytat:
W świecie realnym ELFy są według mnie najgorszymi pojazdami jakie jeżdżą po polskich torach z wielu powodów (wiele razy wypowiadałem się na ten temat w internecie).
Trochę około offtopowo pociągnę temat, ale przecież omawiamy w takich działach nie tylko sam model ale nawiązujemy często do historii, parametrów, oraz generalnie do taboru realnego jako takiego.
Nie chcę byś się rozpisywał ale mógłbyś wypunktować w kilku punktach co tak bardzo dyskwalifikuje w Twoich oczach tego EZT-a? I moje pytanie nie jest absolutnie akcją zaczepną "bo mam inne zdanie". Po prostu go nie mam. Jestem empirykiem i właściwie największym promotorem danego wyrobu transportowego w moim wypadku jest moja własna.. pupa. Tzn. czy wygodnie i komfortowo. Jechałem elfem kilka razy w góry (Katowice - Wisła) i na tym moja przygoda się kończy. Nigdy nie jechałem np. ED74 czy jakimś SA134 więc moja skala porównawcza jest taka sobie. Nie umiem przywołać jakiegoś wielkiego poczucia dyskomfortu w Elfie chociaż z pewnością siedziało mi się mniej wygodnie niż w starym EN57, natomiast chyba mniej trzęsło. :)
Jakie są zatem jego wady w stosunku do alternatywnych EZT-ów? (bo tylko w takiej rodzinie pojazdów da się porównać oczywiście)
Ostatnio zmieniony przez Wujek 082 21-01-2014, 09:45, w całości zmieniany 1 raz
Różnica między ELFem, a przykładowo FLIRTem jest ogromna. A nawet Impulsem na Dolnym i Górnym Śląsku jeździ się według mnie znacznie lepiej.
Jeśli chodzi o mankamenty ELFa, to listę narzekań zacznę od bardzo złego wyciszenia wewnątrz pojazdu. Beznadziejne jest również oświetlenie wewnątrz pojazdu. Wystarczy spojrzeć na okna w szwajcarskim FLIRTcie, które są o wiele większe aniżeli w ELFach i wprowadzają o wiele więcej światła do pojazdu. Największa wada w ELFach pojawia się jednak, podczas jazdy na stojąco. Siła hamowania i przyśpieszenie jest tak spore, że ludzie są w stanie po prostu się przewrócić (tak, kilka razy jadąc ze szkoły widziałem jak ktoś po prostu upadł na ziemię lub na drugą osobę podczas hamowania pociągu). Do zalet ELFa mogę zaliczyć głównie bardzo dobrą klimatyzację w upalne dni, choć przy pierwszych awariach potrafiły dzielić skład na saunę i zamrażalkę. Pojazdy te są również bardzo awaryjne i obecnie w KŚ jeżdżą po wielu naprawach i poprawkach. Jednakże wszystko o tych pojazdach uświadomił mi fakt zapalenia się falownika trakcyjnego zaraz za kabiną maszynisty (co było wytłumaczone przez rzecznika jako obniżenie sieci trakcyjnej, co oczywiście nie miało miejsca).
Nieco jaśniejsze wnętrze ma Impuls. Podczas poruszania się jest bardzo stabilny, a co za tym idzie jedzie się nim znacznie przyjemniej od opisywanego wcześniej ELFa. Co do innych parametrów nie będę się wypowiadał, bo produktem NEWAGu jechałem z może 4-5 razy, ale wydaje mi się, że jest zdecydowanie mniej awaryjny od ELFa, no i z pewnością nie doszło w nich do pożaru falownika, jak miało to miejsce w jednym ze śląskich ELFów, a na szczęście tylko do zapalenia się urządzeń na dachu jednego z nich.
Został jeszcze najlepszy z całej trójki, czyli FLIRT (oczywiście moim zdaniem). I skład STADLERa, po prostu nokautuje resztę nowoczesnych EZT. Jeździ się nim bardzo przyjemnie, duże okna wpuszczają mnóstwo światła do wnętrza pojazdu dzięki czemu nie trzeba uruchamiać świateł wewnątrz pociągu, bo jest w nim po prostu bardzo jasno. FLIRT nie szarpie, a stukot kół, jak i dźwięki silnika są bardzo dobrze wytłumione, w porównaniu do ELFa. Niestety w Kolejach Śląskich składy te są bardzo, ale to bardzo zaniedbane. Słychać to głównie po dziwnych dźwiękach falowników. A totalną głupotą jest ignorowanie podkutych osi, gdy składy jeżdżą około 120 km/h. I tak będą jeździć, aż coś się nie stanie.
Ostatnio zmieniony przez MarkG 20-01-2014, 10:07, w całości zmieniany 1 raz
Fajnie, dzięki za ten opis. To są takie niuanse, na które się nie zwraca uwagi jako pasażer (gdy się jest powiedzmy, skazanym na jeden typ), stąd moja ciekawość. No oczywiście i FLIRTEM i Impulsem też nie dane mi było jechać, ale gdy się okazja trafi to sobie porównam.
Niemniej jednak reasumując: za pojawienie się Elfa na scenie trainz po raz kolejny gromkie hiphip - dziękujemy autorom! :)
Ostatnio zmieniony przez Jacek 20-01-2014, 11:20, w całości zmieniany 1 raz
...Największa wada w ELFach pojawia się jednak, podczas jazdy na stojąco. Siła hamowania i przyśpieszenie jest tak spore, że ludzie są w stanie po prostu się przewrócić (tak, kilka razy jadąc ze szkoły widziałem jak ktoś po prostu upadł na ziemię lub na drugą osobę podczas hamowania pociągu)....
Sorry za off, ale nie mogę wytrzymać
Masz kolego ciekawy pogląd. To tak jakby stwierdzić, że wadą Porsche jest jego przyspieszenie i prędkość maksymalna. Nie sądzisz, że to akurat jest zaletą?
To jak pojazd przyspiesza i hamuje zależy wyłącznie od maszynisty, co ma do tego konstrukcja pojazdu??
Znalazł się po prostu kolejny znawca. Narzeka na przyspieszenie i hamowanie, ehh... narzekanie bo to PESA. A to, że my mamy dzięki temu pracę jest nieistotne. Szkoda gadać.
Przejedź się flirtem opóźnionym to będziesz go wychwalał. Kij z tym, że też potrafi szarpać tak samo jak elf i hamować ostro. Jechałem kiedyś kładem ET22 + 2 bohuny, opóźnionym? Super, tez szarpie, bym powiedział, że zbiera się lepiej jak elf i flirt. I co? Jest przez to lepszy?
Istotą płynnego i sprawnego systemu osobówek są m.in. szybkie rozruchy, żeby nie zbierać się do 120km/h przez 3km. Ale co Ty możesz o tym wiedzieć...
Pomógł: 105 razy Wiek: 41 Dołączył: 19 Lut 2008 Posty: 5344 Skąd: Warszawa
Wysłany: 20-01-2014, 18:31
Akurat ja też nie zupełnie zgadzam się z przedstawionym wyżej poglądem, a jako warszawiak już od paru lat jeżdżę różnymi EZT, które były, bądź weszły na ilostan miejscowych przewoźników, a jest to chyba najszersze pole do porównań w Polsce. Mamy tu zarówno nowinki z Pesy i Newagu (14WE, 19WE, 27WE, 35WE) jak i naście odmian modernizacji klasycznych EN57, czy 'importowe' Staedtlery i wagony piętrowe bombardiera.
Akurat zespoły 27WE i 19WE zostały bardzo pozytywnie przyjęte. Sprawdzają się doskonale, prezentują niską awaryjność, nie przypominam sobie, żeby były specjalnie hałaśliwe czy szarpiące, a na pewno nie bardziej niż inne pojazdy (może z wyłączeniem bazowych EN57). Zarówno 'Elfy' jak i 'Impulsy' podniosły w znacznym stopniu standard podróży podmiejskich w zespole aglomeracji warszawskiej. Jedynym zarzutem może być nieprawidłowo 'mocno' ustawiona w sezonie letnim klimatyzacja, ale obawiam się, że jest to również zasługa obsługi bardziej niż urządzeń. Skok termiczny z 35 stopni latem do 18 wewnątrz pociągu jest zwyczajnie nieprzyjemny, a może nawet niebezpieczny. Trudno mówić o przewadze 'Flirta' nad 'Elfem', gdyż i jedne i drugie mają pewne niedoróbki. Np. wyjątkowo wrednym aspektem 'Flirta' jest ciasne przejscie (zwłaszcza między członami), które w wypadku zapchania (co jest codziennością np. na odc. Siedlce-Warszawa) po prostu uniemożliwia jakiekolwiek przejście przez pociąg. Charakterystyczne dla 'Flirta' jest również jego 'sapanie' w czasie jazdy i inne dziwne dźwięki jakie wydaje (zawsze mam wrażenie jadąc ER75, że ktoś obok śpi i chrapie - a to pociąg), z kolei 'Elf' czy 'Impuls' bzyczy, podobnie jak czechosłowackie elektrowozy z napędem tyrystorowym przy starcie, co może być uznane za upierdliwe, ale tak naprawdę jest relatywnie ciche (zwłaszcza w porównaniu np. do oporowego startu EU07). Elfy i Impulsy były o ile wiem znacznie tańszym nabytkiem niż Flirty, także w sumie można by się spodziewać gorszej jakości, której jednak trudno się dopatrzyć. Układy wnętrz są różne (zależnie od zamawiającego), co widać choćby na wariancie KM i SKM (oba używane w Warszawie), gdzie SKM jest typowym 'tramwajem' a KM przypomina raczej 'Flirta'. Nie specjalnie zauważyłem też w obu wariantach (zwłaszcza KM-owym), żeby 'Elf' był źle wygłuszony. Nie ustępuje w tej materii innym nowoczesnym EZT.
O klasę wyżej (o czym należy bezwzględnie wspomnieć) stoją wagony piętrowe bombardiera, w których jazda przypomina lot odrzutowcem z wyłączonymi silnikami, zwłaszcza na górnym pokładzie. Jest to poziom 'ciszy', którego na mój gust jak dotąd nie uzyskał żaden inny tabor osobowy w Polsce, a ręczę za swoje słowa jeżdżąc tym interesem np. do Płocka (180km koleją) czy Gdyni (360km).
Także byłbym ostrożny z wypowiedziami typu, że coś jest nieudanym produktem. Ma wady, jak większość produktów 'młodej polski', ale w porównaniu np. z SA103, SA106 czy niektórymi kompletnie nieszczęśliwymi konwersjami EN57AKM - nie można 'Elfa' nazwać produktem nieudanym.
Pomógł: 1 raz Wiek: 53 Dołączył: 29 Sie 2011 Posty: 216 Skąd: Piotrkow Tryb
Wysłany: 20-01-2014, 20:19
Tym bardziej dopowiem do wypowiedzi Kilana że Elf jest uznany jako jeden z najbezpieczniejszych pociągów w europie o czym nawet trąbili w telewizji na programie Discovery
Osobiście wymagam od pociągu, żeby był pociągiem, a nie telepiącym się tramwajem. Wolę jechać spokojnie, niż być galaretką reagującą na każdy nagły ruch. Fakt, że może niejasno się wyraziłem mówiąc o przyśpieszeniu i hamowaniu. Chodziło mi bardziej o oddziaływanie sił na człowieka, które moim zdaniem w Elfach jest większe niż we Flirtach.
KWK Kebab napisał/a:
Przejedź się flirtem opóźnionym to będziesz go wychwalał.
Jechałem nie raz i nie narzekałem, bo w porównaniu do jazdy opóźnionym ELFem jechało mi się o wiele przyjemniej. Od razu uprzedzam, że nie jestem żadnym hejterem PESY, bo nie wszystkie ich pojazdy oceniam tak samo. Duże pozytywy mają u mnie Atribo, Link oraz modernizacja wagonu do standardu 111Arow i 141A właśnie bydgoskiej PESY i jakoś nigdy nie powiedziałem na nie złego słowa, być może dlatego że są zrobione lepiej.
Zgodzę się jednak z wypowiedzią minta jeśli chodzi o fakt bycia najbezpieczniejszym pojazdem na świecie, ale tylko pod względem jego budowy. Bo to z czego jest zbudowany i to co znajduje się wewnątrz niego woła już o pomstę do nieba, zresztą pożar w Poraju jest tego doskonałym przykładem. I nawet jeśli stało się coś z siecią trakcyjną to wątpię żeby zwykłe spięcie spowodowało taki efekt jak wtedy.
Chłopie co ty gadasz, jeżeli wyposażenie czy też materiały z jakich zbudowany jest elf wołają o pomstę do nieba to jak określisz stan większości taboru w Polsce ? Co jak co ale dla naszego kraju elf, impuls, flirt, acatus czy nawet bydgostia to jest duży skok komfortu. Jak tak narzekasz na klimę w elfie to przejedź się latem z Piotrkowa do Warszawy TLK-ą (kiedyś odbyłem taką podróż i po wyjściu z pociągu straciłem 10% masy ciała)
Pamiętaj że to jak ELF przyspiesza, czy też jak ustawiona jest klima zależy od obsługi i maszynisty. Jak trafisz na takiego co wyrabia się z rozkładem i ma na uwadze komfort to będzie inna sprawa niż gdybyś trafił na buraka który przyspiesza jak by mu w du*** wsadzili torpedę :) Kolejna kwestia wszyscy dobrze wiedzą że pociągi w Polsce są opóźnione często i gęsto, gdybyś ty był na miejscu maszynisty składu który np. przez warunki pogodowe jest opóźniony nie przyspieszał byś szybko byle by tylko odrobić cenne minuty w rozkładzie ?
Pomógł: 36 razy Wiek: 37 Dołączył: 11 Maj 2008 Posty: 1376 Skąd: Nysa / Poznań
Wysłany: 20-01-2014, 21:52
Tak czytam to co piszecie niestety brak w tej dyskusji wypowiedzi osób które maja na co dzień styczność z eksploatacją (prowadzeniem, serwisem) tych czy inny pojazdów. I nie do końca jest tak, że za wszystko odpowiada w 100% maszynista, bo w nowych pojazdach typu ELFy układy sterowania same regulują dużo parametrów.
Swoją drogą może by to wydzielić do osobnego wątku?
_________________ www.gzk.cba.pl <- zbiór moich (i nie tylko) zdjęć o tematyce kolejowej
Ostatnio zmieniony przez Dostojny Kocur 20-01-2014, 21:53, w całości zmieniany 1 raz
...Zgodzę się jednak z wypowiedzią minta jeśli chodzi o fakt bycia najbezpieczniejszym pojazdem na świecie, ale tylko pod względem jego budowy. Bo to z czego jest zbudowany i to co znajduje się wewnątrz niego woła już o pomstę do nieba, zresztą pożar w Poraju jest tego doskonałym przykładem. I nawet jeśli stało się coś z siecią trakcyjną to wątpię żeby zwykłe spięcie spowodowało taki efekt jak wtedy.
Czy Ty zdajesz sobie sprawę o czym piszesz? Wiesz jak wyglądają badania homologacyjne w IPS? Jak wygląda odbiór konstrukcji pudła? Myślisz, że szkielet robią w PESIE z drewna???
Widziałeś co potrafi zrobić łuk elektryczny z dachem EZT???
Myślisz, że Stadler buduje Flirty z materiału innego niż PESA czy NEWAG swoje EZT?
Piszę to, bo dłużej robiłem w PESIE niż Ty masz lat i widziałem od czego zaczynali, a co osiągnęli. Można na ELFIE psy wieszać i czepiać się, ale każdy wyrób jest wynikiem żądań zamawiającego i wielkości jego portfela. I ELF te wymagania spełnia. Daj dobrą kasę, a otrzymasz dobry wyrób (jak Putin).
Tak czytam to co piszecie niestety brak w tej dyskusji wypowiedzi osób które maja na co dzień styczność z eksploatacją (prowadzeniem, serwisem) tych czy inny pojazdów. I nie do końca jest tak, że za wszystko odpowiada w 100% maszynista, bo w nowych pojazdach typu ELFy układy sterowania same regulują dużo parametrów.
Swoją drogą może by to wydzielić do osobnego wątku?
Skoro się wywołuje do odpowiedzi to może zabiorę głos w tej dyskusji. Można napisać że w zasadzie to wszyscy mają rację, a z innej strony są w błędzie. W wielu przypadkach te osoby które stoją na pierwszej linii styku przewoźnik - klient nie zawsze mają wpływ na to w jakich warunkach się jedzie.
Tabor jaki jest to każdy widzi i w jednym przedziale zdarza się słyszeć głosy:
czemu tu jest tak gorąco!? Chcecie nas ugotować?
a po drugiej stronie:
Panie proszę włączyć ogrzewanie bo tu jest zimno.
Ilu pasażerów tyle opinii.
Na to czy tabor jedzie cicho czy właściwie przyspiesza lub hamuje poza ustawieniami na dostępnych urządzeniach ma też wpływ stan techniczny taboru i torowisk o których się rzadko lub wcale nie pisze. A poza sztandarowymi odcinkami czy liniami (np.Węgliniec Opole) na których tylko w niewielkim odsetku taboru będziemy mieć dyskomfort bo tory są w należytym stanie. A wystarczyło przejechać się funkiel nówką jednostką np. do Lublińca z Kluczborka. Szła ładnie, cicho. A od Lublińca do Kalet słowa nie można było zamienić tak torowisko hałasowało.
Z innej strony:
Kiedyś EZTy rewizje miały co 100 czy 200 tys. km; teraz 500 tys. km
Każdy inny tabor (nawet super nowoczesny) potrzebuje serwisu, przeglądów okresowych czy napraw okresowych nie wspominając o przeglądach i naprawach bieżących.
A nie czarujmy się, w tej chwili u każdego przewoźnika rządzi księgowy i trza ciąć koszta głównie na serwisie, częściach, ludziach. I skoro klima działa i schładza do 17 stopni to skład się nadaje już w drogę bo nikt nie może zakwestionować że jest klima nie sprawna. Pomijam fakt że w świetle ostatnich zmian zatwierdzonych w UTK pociąg bez ogrzewania czy oświetlenia może być (jest) dopuszczony do ruchu.
Wagon - skład tylko w przypadku doznania uszkodzenia zagrażającemu bezpośredniemu bezpieczeństwu komunikacji lądowej będzie do niej nie dopuszczony.
A tak może mieć płaskie miejsca, jak już Asdek czy inne zabezpieczenie je wyłapie to może pójdzie na tokarnie, a może i nie jeżeli rewident stwierdzi że się to wytrze.
Tak dla przykładu:
Dolnośląskie zakupiło 31WE "Impuls" i w związku z tym skrócono czas przejazdu pociągów obsługiwanymi tym taborem z Legnicy do Wrocławia. Można by się cieszyć, tylko później się okazało że przy krótkich przelotach między przystankami i hamowaniu silnikami trakcyjnymi te ostatnie się przegrzewały i trzeba było ponownie wydłużyć czas przejazdu poprzez zmniejszenie prędkości. I nie było w tym niczyjej winy bo one tak właśnie są skonstruowane i nikt nie brał poprawki na to że w krótkim czasie trzeba się rozpędzać i hamować. Teraz jakoś to poprawiono.
W części dotyczy to też opolskich wynalazków AL zwłaszcza w upały.
Tak że przyczyn może być pięć milionów, a i recept na nie drugie tyle.
Ostatnio zmieniony przez pietrek 20-01-2014, 23:07, w całości zmieniany 1 raz
Pomógł: 36 razy Wiek: 37 Dołączył: 11 Maj 2008 Posty: 1376 Skąd: Nysa / Poznań
Wysłany: 20-01-2014, 23:10
Ej zaraz trochę tu za duży zapęd - są instrukcje wewnętrzne i DSU i nie jest Pietrek prawdą to co piszesz, że taki tabor zostanie normalnie dopuszczony do ruchu (pomijam w niektórych przypadkach sytuacje wyjątkowe).
_________________ www.gzk.cba.pl <- zbiór moich (i nie tylko) zdjęć o tematyce kolejowej
Jako winowajca rzeczowego flame'u proszę modków o wydzielenie od stosownego momentu tej dyskusji, do (chyba) działu KOLEJ. (Elf kontra inne EZTy czy jakoś tak).
Prosiłem kolegę MarkG o kilka punktów dla ogólnego rozeznania, a jest co czytać! :)
Ej zaraz trochę tu za duży zapęd - są instrukcje wewnętrzne i DSU i nie jest Pietrek prawdą to co piszesz, że taki tabor zostanie normalnie dopuszczony do ruchu (pomijam w niektórych przypadkach sytuacje wyjątkowe).
No a kto napisał że tego nie ma? Ja nie napisałem że tabor który ma być dopuszczony do ruchu jest niezgodny z przepisami? Jest zgodny. Tylko właśnie w wyniku tych instrukcji wewnętrznych wydłużano przebiegi między naprawcze, skoro 200 tys. 250 tys. wytrzymała to i 300 da radę. Skoro np. dopuszczono do ruchu skład w którym jest sprawne 50% silników trakcyjnych i jest to odpisane we właściwych dokumentach to gdzie jest UTK z tym DSU? I jak to ma się do sprawności technicznej? A przez całą zimę potrafiły takie wynalazki jeździć.
Przez te lata pracy mógłbym przytaczać dziesiątki przykładów gdzie niesprawny tabor był wypuszczany w drogę i nie było sytuacji wyjątkowych.
A przywoływanie fachowców UTK z DSU skomentuje ostatnim - świeżym przykładem:
2 EZT po modernizacji z urządzeniami wskazującymi zamknięcie drzwi; przychodzi pani z UTKu na kontrolę, po wyjeździe ze stacji pani zagaduje maszynistę co to za urządzenie:
Po wyjaśnieniu że jest to podgląd zamknięcia drzwi i uzyskaniu wyjaśnienia żę niestety nie połączono kablem sterowniczym z drugą EZT nie ma podglądu drzwi na drugiej jednostce.
Pani oświadczyła że jak by w stacji początkowej wiedziała o takiej usterce to ten skład by nie wyjechał.
A przecież to właśnie UTK musiał takie urządzenie dopuścić do montażu w taborze.
Więc i jego sposób działania nie powinien być obcy pracownikom tego urzędu.
A na pewno w trakcie dopuszczania do użytku EZTy były sprawdzane na łączenie ich w przypadku dwóch cz trzech jednostek.
A tak jeszcze w nawiązaniu do ostatnich problemów z oblodzeniem sieci trakcyjnej to gdyby działać tak dokładnie z literą instrukcji, przepisów czy jakichś innych wytycznych to do opóźnionych czy odwołanych pociągów jeszcze trzeba by doliczyć trochę tych które w wyniku działań niekonwencjonalnych - że tak napiszę - były w stanie jechać.
Jak zwykle przepisy sobie a praktyka i życie sobie.
Ostatnio zmieniony przez pietrek 22-01-2014, 13:32, w całości zmieniany 1 raz
Ja mogę opisać przypadek (z punktu widzenia gwaranta) jaki miałem w związku z przesunięciem obręczy na wagonie 141A w Gdyni. Po wejściu pod wagon porównałem numer zaworu zamontowanego w wagonie z numerem w dokumentacji po naprawie - były różne, brak plomby zaworu, reklamacja oddalona. Naczelnik stwierdził, że wagon jest z Krakowa i że on załatwi problem. Po dwóch tygodniach ten sam wagon, był reklamowany przez ZT Łódź, na przesunięcie obręczy.... Pojechałem do Łodzi, zawór ten sam, jedynie co się zmieniło to nowe paski kontrolne na zestawach kołowych. A w międzyczasie wagon przeszedł przegląd międzypociągowy, który nie wykazał usterki zaworu pomimo zgłoszenie z Gdyni . Nie wnikałem czy to był fikcyjny wpis, czy lipny przegląd, ale fajnie było słuchać rozmowy naczelnika z Łodzi z naczelnikiem Krakowa, cenzura by tego nie puściła.... .
A ile lipnych wpisów o wykonanych przeglądach było w związku z reklamacjami SA106? Szkoda gadać, ale mogę spokojnie stwierdzić, że połowa reklamacji na te szynobusy była wynikiem braku obsługi w jednostkach macierzystych.
@pietrek to ja tu opiszę jakich to specjalistów zatrudnia UTK i inne komórki na kolei. Swego czasu "zamordowałem" dwie krowy na przejeździe kolejowym. Droga polna - przejazd obsługiwany - wokoło łąki (pastwisko). Duże stado krów nie znające się na przepisach obeszło sobie rogatki i "wlazło" na tory. Gospodarz podał do sądu panią dróżniczkę bo PZU zapłaciło mu odszkodowanie tyle co warta była jedna krowa, a resztę chciał "wydębić" od pani przejazdowej. Dostałem wezwanie do sądu w Radomsku i na rozprawę przybyła radca prawny mający bronić interesów kolei. Okazała się to jakaś młoda pani adwokat która nie wiedziała nawet jak to wygląda przejazd kolejowy i jakie urządzenia zabezpieczają przed wejściem na tory na przejazdach. I takich "URZĘDASÓW" wysyłają do wyjaśniania spraw związanych z wypadkami.
W innym przypadku dostarczyłem opis t6aśmy po wypadku śmiertelnym na torach i chyba ze trzy razy byłem na "dosłuchaniu" bo pani prokurator nie pasowało że pociąg nie zatrzymał się przed samobójcą (już nawet ten policjant który mnie przesłuchiwał nie wiedział co tu napisać aby zadowolić panią prokurator).
W innym przypadku dostarczyłem opis t6aśmy po wypadku śmiertelnym na torach i chyba ze trzy razy byłem na "dosłuchaniu" bo pani prokurator nie pasowało że pociąg nie zatrzymał się przed samobójcą (już nawet ten policjant który mnie przesłuchiwał nie wiedział co tu napisać aby zadowolić panią prokurator).
Standardem, przynajmniej u jednego proroka, było pytanie "dlaczego pan nie próbował ominąć". Facet gadał listę pytań jak maszynka, pewnie włączył mu sie zestaw "dla kierowcy"...
Pomógł: 36 razy Wiek: 37 Dołączył: 11 Maj 2008 Posty: 1376 Skąd: Nysa / Poznań
Wysłany: 23-01-2014, 20:06
Więc tak:
DSU - doskonale wiem, że to jest często dość bzdurna dokumentacja (kłania się robienie tych DSU na zasadzie kopiuj-wklej i inne olewactwa). Stare DTR to była dokumentacja porządne (zaznaczam, ze STARE, ale więcej może niżej)
UTK - ja o nich wcześniej nie pisałem i niestety muszę się z wami zgodzić. Weźmy tak lubiane przez UTK wyłączanie taboru z eksploatacji ("zagraża życiu i zdrowiu") na "klamki" - miałem dwa przypadki takich decyzji, pt. bo blokada drzwi była niesprawna, na wagony które blokady nigdy nie maiły konstrukcyjnie, ani też montowanej później (praktycznie każdy wagon wyprodukowany w latach 70). Innych bzdur też bym trochę znalazł.
@rysztur: to działa w dwie strony -
raz - od was ludzie też dopuszczali do eksploatacji wagony z niepokrywającymi się znakami kontrolnymi na zestawach. Z zaworami rozrządzczymi są problemy, a pilnuje się tego, żeby na gwarancyjnych nic nie grzebać. inny temat - pękające zbiorniki wodne. Albo ktoś skopał dokumentację, albo wykonanie.
dwa - ile jest białych plam w DTRkach tego modernizowanego/nowego taboru? w starych była pełna dokumentacja od wszystkiego, w nowych (stety-niestey na przykładzie Pesy, bo taki mam tabor) bywa, ze nie ma kompletnie nic o w sumie kluczowych elementach pojazdu - jak to samemu utrzymywać?
trzy - podwykonawcy - kurde durny układ klimy, a w sumie trzech (bodaj, ale nie mniej) podwykonawców dla jednej konstrukcji, dwa sterowniki w sumie tego samego - wywala na sterowniku błąd/usterkę, po usunięci usterki dalej nie działa (pomimo, ze jest sprawne), bo trzeba skasować kod błędu na sterowniku - dokumentacji brak, sam nie skasujesz, a Ci co mogą chcą za to pieniądze ( i to nie małe jak na 5 minut roboty)
Jeszcze kolejna kwestia - wielu pracowników "na gruncie" funkcjonuje według starych przyzwyczajeń do poprzednich przepisów - przestawnie ich na aktualne regulacje bywa bardzo oporne. W efekcie często ktoś obrywa, bo robił tak jak od 25 lat, ale już nie jest "tak jak zawsze".
Ja już też wiele rzeczy widziałem i o wielu z nich pisać tutaj nie będę, doskonale wiem, że "na gruncie" wiele spraw wygląd inaczej niż w papierach, a czasem robi się tylko papiery. Wszystko jest spoko do momentu kiedy nic się nie dzieje, bo jak coś wyskoczy to ktoś dostaje po dupie. W większości nie popieram zmian prawno-przepisowo-dokumentacyjnych które zachodzą od kilku lat, bo to w większości nie są zmiany na lepsze.
_________________ www.gzk.cba.pl <- zbiór moich (i nie tylko) zdjęć o tematyce kolejowej
Więc tak:
Jeszcze kolejna kwestia - wielu pracowników "na gruncie" funkcjonuje według starych przyzwyczajeń do poprzednich przepisów - przestawnie ich na aktualne regulacje bywa bardzo oporne. W efekcie często ktoś obrywa, bo robił tak jak od 25 lat, ale już nie jest "tak jak zawsze".
Tu zwróciłeś na bardzo ważny aspekt postępu czy może pogoni za współczesną cywilizacją.
Pewne sprawdzające się przepisy zamienia się na nowsze pisane przez teoretyków na kolanie. Zwykle są tak zagmatwane że szeregowy pracownik nie jest pewien jak ma postąpić aby było to zgodne z tym właśnie przepisem, a to właśnie się kontroluje i za nie stosowanie takiego przepisu się kara.
Moim hitem jest zdarzenie z około dwóch lat temu:
Zderzenie z samochodem na przejeździe bez ofiar w ludziach. Uszkodzenia taboru - lekko podgięty zgarniacz, samochód raczej do kasacji, ni miał już przodu. Po 40 min. oczekiwaniu na przybyły patrol policji który szybko przesłuchał kierowcę i po wyjaśnieniu że kierowca pociągu nie przyjdzie do niego tylko należy udać do pociągu (tak ze 200m) młody policjant stwierdził:
Zostanie pan ukarany mandatem 100 złotowym za niezachowanie szczególnej ostrożności na skrzyżowaniu poziomym
Zmienił koncepcję dopiero jak oświadczyłem że oczywiście może wystawić mandat ale na właściciela taboru który jest opisany na bokach taboru, a ja niczego nie przyjmę.
Po tym już nie rozmawiał ze mną.
To akurat przykład idioty, a nie zmian w przepisach ;)
Tak, ale kiedyś były komisariaty policji kolejowej i zwykle to oni przybywali do takich nieprzyjemnych zdarzeń. Pracując w środowisku kolejowym mieli większe obycie - wiedzę na temat procedur czy przepisów związanych z bezpieczeństwem na kolei.
Pomógł: 36 razy Wiek: 37 Dołączył: 11 Maj 2008 Posty: 1376 Skąd: Nysa / Poznań
Wysłany: 23-01-2014, 21:07
Mi bardziej chodziło o ludzi którzy na kolei robią od lat. Przykład - panowie mi się upierali z tematem robienia PO2 + odroczenie, czegoś takiego już nie ma od dłuższego czasu, w ogóle już nie ma pojęcia "odroczenie rewizji'.
_________________ www.gzk.cba.pl <- zbiór moich (i nie tylko) zdjęć o tematyce kolejowej
A takie sytuacje są jak najbardziej związane z rutyną - czy brakiem aktualnych wiadomości, czy czasami brakiem zainteresowania tym co się robi.A i niewiedza się w takich sytuacjach kłania im.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach